notebook-1803664_640

Samoedukacja w karierze zawodowej, czyli jak się rozwijać nie wydając fortuny

Dość często ludzie pytają mnie: „a skąd to wiesz?” albo „poleć mi, jakieś szkolenie lub studia, bo właśnie takiej wiedzy mi brakuje”.

Uśmiecham się wtedy, bo już wiem, że większości ludzi nie podoba się moja odpowiedź.

Sama się tego nauczyłam.

Głównie z książek, kodeksów i tym podobnych.

Wtedy na twarzy rozmówcy pojawia się zdziwienie albo pobłażliwość. Bywa też niedowierzanie albo konsternacja. Co by nie było odpowiedź jest prawdziwa. Może dla niektórych niewygodna, ale prawdę ciężko zmienić.

To od początku.

Gdy stawiałam pierwsze zawodowe kroki okazało się, że wiem, że nic nie wiem. Ludzie z organizacji przychodzą do działu HR, aby się dowiedzieć. I tu pojawiałam się ja, która wie, że nie wie. Koleżanki z pracy poświęcały mi czas, aby mi coś wytłumaczyć, ale widziałam wtedy, że nie mówimy wspólnym językiem. Zaczynałam wtedy od postaw jakim była np. teczka osobowa pracownika, zatrudnienie czy tworzenie dokumentów związanych z zatrudnieniem tj. aneksy do umów o pracę. Popełniałam błędy wynikające z nieznajomości przepisów i … niedokładności. Z tej drugiej wyleczyła mnie ówczesna HR Director i wspominam to nawet dzisiaj z lekkim współczuciem dla samej siebie ;). Kuracja była trudna, ale skuteczna. Operacja zakończyła się sukcesem.Z kompetencjami miękkimi oraz wiedzą psychologiczną nie miałam problemu ze względu na studia psychologiczne.  Pozostał problem braku znajomości przepisów.

Bardzo mi wtedy zależało na tej pracy, więc niewiele myśląc pobiegłam do księgarni i kupiłam swój pierwszy Kodeks Pracy za całe 9,90 zł. Musiał być najtańszy, bo byłam wtedy biedną studentką, a swoje doświadczenie zdobywałam wówczas na bezpłatnych praktykach, które teraz się ludziom w głowie nie mieszczą. Jednak ja byłam zmotywowana. Kodeks czytałam w drodze do pracy i wracając. Od deski do deski , jak książkę. Zaznaczałam to, co uważałam wtedy za ważne choć z perspektywy czasu wiem, ile omijałam poważnych i podstawowych zagadnień.

Po kilku dniach, a potem tygodniach intensywnej nauki, okazało się, że mówimy wspólnym językiem. Musiałam jeszcze korzystać mocno z kodeksu i wszystko zajmowało mi sporo czasu, ale moja wiedza rozrastała się szybciej niż mogłam się tego spodziewać. Jeden aspekt łączył się z drugim i w ten oto sposób studentka psychologii pokochała prawo pracy.

Od tamtej pory spotkałam mnósto ludzi na swojej zawodowej drodze, po wielu kursach, certyfikatach i studiach podyplomowych. Bałam się czasem, że moja wiedza będzie mocno odbiegać, ale niepotrzebnie się tym martwiłam. Okazało się, że żaden certyfikat czy szkolenie nie zastąpi mojej dociekliwości zawodowej i regularnego dokształcania się. Nie raz w roku, nie co drugi weekend, ale na bieżąco. Czasopisma branżowe, opracowania, blogi osób bardziej doświadczonych, książki opisujące studia przypadków, czyli wiedzę na żywym organizmieDokształcam się z HR, z przepisów, z psychologii i z Biznesu. Wszystko co kręci się wokół pracy jest w moim obszarze zainteresowań. Poświęcam temu mnóstwo czasu i energii, ale mnie to pasjonuje.

Nikomu nie szczędzę wiedzy i dzielę się moimi doświadczeniami oraz źródłami, jednak okazuje się, że nie każdy ma takie samozaparcie jak ja. Było to dla mnie zdumiewające, ale jakież normalne! Wszyscy jesteśmy różni, więc to że ktoś potrzebuje pójść na kurs, aby przyswoić pewną wiedzę nie powinno mnie dziwić i już nie dziwi. Innych za to dziwi to, że wiem, a certyfikatów mam niewiele.

W tym roku ukończyłam „Efektywne wynagradzanie i motywowanie zatrudnionych” (duża dawka wiedzy w świetle nadchodzących zmian w przepisach) oraz „Zarządzanie projektami HR”.

Zarządzanie projektami było dla mnie fascynującym początkiem do samodzielnej nauki i praktykowania zdobytej wiedzy :). Przeżyłam tam jednak szok widząc osobę, która z 2 dniowego szkolenia była na 3 godzinach po czym odebrała dyplom ukończenia szkolenia. Jeśli tak otrzymuje się większość dyplomów to rzeczywiście może być ciężko z wiedzą :).

Nie jestem przeciwniczką szkoleń – od razu dementuję.

Nie chcę generalizować. Chcę podzielić się z Tobą alternatywą.

Po prostu na pewnym etapie mojego życia chciałam się rozwijać, a nie miałam funduszy na szkolenia, więc znalazłam sposób by i tak zdobywać wiedzę.

A o samoedukacji pisał też Michał Pasterski – polecam, jeśli kogoś interesuje szersze zgłębienie tematu.

Jeśli ta idea Cię zainspirowała to Święta są doskonałą okazją do podarowania komuś bliskiemu książki, dzięki której może rozwinąć się zawodowo. Choć nie tylko – księgarnie pękają w szwach od poradników z różnych dziedzin – samoedukację możesz wykorzystać wszędzie! Nawet jeśli chcesz nauczyć się fotografować czy tak jak ja ostatnio – robić na drutach :).

Zainspiruj kogoś na Święta 🙂

2 myśli na temat “Samoedukacja w karierze zawodowej, czyli jak się rozwijać nie wydając fortuny

  1. Wydaje mi się, że jeśli ktoś chce się rozwijać (umówmy się: poważnie stawia na samorozwój a nie udaje, że tego chce i przy tym zbija bąki) to dla niego nie ma przeszkód z tym związanych – jeśli nie ma kasiory, wykorzysta zasoby biblioteczne. Słyszałam o przypadkach ludzi, którzy spędzali czas w empiku czytając książki nie kupując ich (nie było ich na to stać) i też sobie dali radę. Do tego podejścia trzeba po prostu dojrzeć. W życiu można osiągnąć wiele ale warunkiem jest szczera chęć i działanie.

    Wszystkiego najlepszego Monika na święta i nie tylko, oby Twoja kariera prężnie się rozwijała 🙂

    1. Dzięki Aniu za komentarz i życzenia! 🙂 Fakt. Są osoby, które gdy bardzo pragną się czegoś nauczyć bądź coś poznać, a nie mają $ idą do empiku poczytać. Też widziałam to nie raz :). Myślę, że to wszystko też kwestia motywacji.

      Tobie też wszystkiego wspaniałego na Święta i poza. Rozwoju tam, gdzie tego pragniesz! Gdy nie wiesz, że coś jest niemożliwe jest duża szansa, że to zrobisz :). Trzymaj się ciepło.

Dodaj komentarz